środa, 10 lutego 2010

Moje serce jest duże w miłość.

O godzinie 6:30 zadzwoniła Jola. Byłam zdziwiona tą porą i zarazem zaniepokojona, więc spytałam: Czy coś się stało - nie daj Boże? Jola, leczyła się na ból biodra i opowiedziała, że teraz okazało się, że to nowotwór i opowiedziała o przerzutach i że czeka na telefon od lekarza, zawiadamiający, czy dziś, czy jutro ma iść do szpitala.
Prosiła o modlitwę...
Zaraz też dowiedziałam się, że już pojechała do szpitala.
Poszłam na Mszę Świętą do kościoła. Modliłam się. Podczas Mszy Św. ofiarowałam Jolę i jej rodzinę; męża i dzieci oraz swoje życie w zamian Panu Bogu. Całym sercem i duszą zanurzałam ją w Krwi Chrystusa prosząc o obmycie i o oczyszczenie z tej choroby.
Po Mszy chwilę zostałam. Moje oczy skierowały się na obraz z otwartym sercem Pana Jezusa. Jezus pokazywał palcem swoje serce i poczułam głos: "Moje serce jest duże w miłość. Przyjmuję twoją prośbę do mojego serca. Ocalę Jolę, obmyję w Swojej Krwi. Będzie trudno. Ale uzdrowię ją".
Po tym poczułam ogromny pokój, choć nie byłam na 100% pewna, czy w moim sercu mówił Jezus, czy to były moje myśli, moje pragnienie. Nie wiem, jak mam do tego podejść, bo nie tylko słowa zrobiły na mnie wrażenie, ale też ten obraz, który do tej pory po prostu był i nigdy nie odebrałam go aż tak.
Kochany Panie Jezu pragnę, aby te usłyszane słowa nie tylko były Twoje, ale żebym w nie - uwierzyła.
Potrzebuję Ciebie Jezu, potrzebuję Twojej pomocy, bo tylko Ty jesteś wszechmogący. Bądź uwielbiony Panie Jezu, moja ostojo i nadziejo. Kocham Ciebie Jezu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz