czwartek, 11 marca 2010
czwartek, 4 marca 2010
Święty Kasprze wstaw się za Jolą

Święty Kasprze, największy Apostole Krwi Chrystusa,
za Twoim wstawiennictwem wdowa, Urszula Bono,
została uzdrowiona z choroby raka złośliwego.
Prosimy Cię, abyś i dziś wstawił się za Jolą
i tymi którzy chorują na choroby nowotworowe
i wypraszał łaskę całkowitego uzdrowienia,
aby mogły dalej żyć w zdrowiu duszy i ciała,
na chwałę Boga i w służbie swoim bliźnim.
Święty Kasprze szczególny mój patronie, proszę Cię o pomoc.
środa, 3 marca 2010
Pogrzeb Czesi Okrutnik
.
Czesia przed laty była animatorką Diecezji Opolskiej. Pamiętam ją z tamtych lat. Wspominam Czesie milo szczególnie utkwiło mi jej doświadczenie o mocy modlitwy. Wyjazd na pogrzeb bardzo mi nie pasował. Ale jak mogłabym nie jechać? Zostawiłam cala robotę, którą starałam się skończyć przed wyjazdem do Zielonej Góry. Pojechałam z br. Kazimierzem i br. Jurkiem, zeszło nam cały dzień. Ksiądz Proboszcz, sąsiedzi i rodzina, która poznałam bardzo milo ja wspominali. W kościele było mnóstwo ludzi i żarliwy śpiew. W moim sercu jeszcze słyszę piękną pieśń, którą trochę zapamiętałam:
"Dziś w Twoje ręce powierzam duszę moją,
najlepszy Ojcze mój.
Jestem strudzony pielgrzym, który wraca do domu
- Ojcze proszę przyjmij mnie z powrotem".
Miałam wrażenie, ze śpiewamy w imieniu Czesi, a jednocześnie powierzałam swoją dusze, jedno i drugie bardzo wymowne, aż się wyruszyłam. Dobrze, że byłam tam, bo pożegnałam Czesie w imieniu własnym i Wspólnoty i wiele też dobra przeżyłam. Prace również skończyłam, a nawet byłam na dobrym filmie.
Czesia przed laty była animatorką Diecezji Opolskiej. Pamiętam ją z tamtych lat. Wspominam Czesie milo szczególnie utkwiło mi jej doświadczenie o mocy modlitwy. Wyjazd na pogrzeb bardzo mi nie pasował. Ale jak mogłabym nie jechać? Zostawiłam cala robotę, którą starałam się skończyć przed wyjazdem do Zielonej Góry. Pojechałam z br. Kazimierzem i br. Jurkiem, zeszło nam cały dzień. Ksiądz Proboszcz, sąsiedzi i rodzina, która poznałam bardzo milo ja wspominali. W kościele było mnóstwo ludzi i żarliwy śpiew. W moim sercu jeszcze słyszę piękną pieśń, którą trochę zapamiętałam:
"Dziś w Twoje ręce powierzam duszę moją,
najlepszy Ojcze mój.
Jestem strudzony pielgrzym, który wraca do domu
- Ojcze proszę przyjmij mnie z powrotem".
Miałam wrażenie, ze śpiewamy w imieniu Czesi, a jednocześnie powierzałam swoją dusze, jedno i drugie bardzo wymowne, aż się wyruszyłam. Dobrze, że byłam tam, bo pożegnałam Czesie w imieniu własnym i Wspólnoty i wiele też dobra przeżyłam. Prace również skończyłam, a nawet byłam na dobrym filmie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
