środa, 25 listopada 2009

Jechać, nie jechać

Takie i podobne pytania są dla mnie zakałą ponieważ bywa, że w żaden sposób nie jestem w stanie podjąć decyzji - żadnej decyzji: ani na tak, ani na nie.

Miałam możliwość jechać na sesję do Salezjanów w Krakowie. Chciałam jechać, a jednocześnie jakoś przerażał mnie ten wyjazd. Może nie chodzi o wyjazd, bo raczej lubię podróżować. Nie wiem, może moja osobowość, czy może moja niepewność , czy teraz, czy może innym razem?

Zastanawiałam się o co w tak banalnym pytaniu chodzi? Dlaczego taka prosta sytuacja mnie przerasta?

Odkryłam, że tą męczącą decyzję powinnam zrzucić na Pana Boga, że zdam się całkowicie na Niego, że nie ja, ale Pan Bóg w tej kwestii będzie decydował.

Pozwoliłam na działanie Pana Boga, zostawiłam to wszystko Panu Bogu. Przestałam myśleć i zastanawiać się nad zagadnieniem "jechać, nie jechać". Zrobię tak jak Pan Bóg zadecyduję. Zaufałam i zrobiłam się spokojna. Obserwowałam wydarzające się sytuacje, telefony, rozmowy i stąd zaczerpnęłam Boże światło. Pełna zadowolenia i pokoju wyjechałam do Krakowa. W Krakowie przeżyłam piękny czas, za co jestem wdzięczna Panu Bogu i nie tylko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz