Od roku 1990 jeżdżę tą trasą do Domu Misyjnego
I z powrotem do domu mojego.
Czy to łatwe?
Zapewne - nie.
Ale robię to dla Niego
Dla Boga mego.
Wspólnota to moje powołanie i formowanie,
To w rodzinie jest Boża pomoc i radosne oczekiwanie.
Moje myśli przebiegły czas miniony,
Tyle już lat radosnych i utrudzonych.
W czas wyjazdu smutek mnie ogarnia,
Lecz Jezus mocą swojej Krwi osłania.
Dworzec światłami rozświetlony, lecz gdy pociąg ruszył
świat w mroku się zanurzył.
Zaraz będzie koniec bezkresnej ciemności morze,
Zacznie świtać i ukażą się uroki Boże.
Na szarym widnokręgu jak namalowane
Ciemne drzewa i liście jesienną pogodą pozwijane.
Mgła i trawa rosą zapłakana,
Gdzieniegdzie kałuża, jak woda rozlana.
W oddali domy mijamy uśpione,
Świt budzi jeszcze oko przymrużone.
I po tej aurze senności
Zaczyna słonce świecić w jasności.
Światłość ciemność zwyciężyło
I radością napełniło.
Drzewa barwę odzyskują,
Liście złotem połyskują.
Człowiek z pieskiem spaceruje,
Pewnie ktoś śniadanie szykuje.
ludzie śpieszą się do pracy,
Bo z nadzieją jest inaczej.
Pociąg pędzi po torach,
To nie ten dzień co wczoraj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz