niedziela, 29 listopada 2009

Podróż jesienna

Od roku 1990 jeżdżę tą trasą do Domu Misyjnego
I z powrotem do domu mojego.

Czy to łatwe?
Zapewne - nie.

Ale robię to dla Niego
Dla Boga mego.

Wspólnota to moje powołanie i formowanie,
To w rodzinie jest Boża pomoc i radosne oczekiwanie.

Moje myśli przebiegły czas miniony,
Tyle już lat radosnych i utrudzonych.

W czas wyjazdu smutek mnie ogarnia,
Lecz Jezus mocą swojej Krwi osłania.

Dworzec światłami rozświetlony, lecz gdy pociąg ruszył
świat w mroku się zanurzył.

Zaraz będzie koniec bezkresnej ciemności morze,
Zacznie świtać i ukażą się uroki Boże.

Na szarym widnokręgu jak namalowane
Ciemne drzewa i liście jesienną pogodą pozwijane.

Mgła i trawa rosą zapłakana,
Gdzieniegdzie kałuża, jak woda rozlana.

W oddali domy mijamy uśpione,
Świt budzi jeszcze oko przymrużone.

I po tej aurze senności
Zaczyna słonce świecić w jasności.

Światłość ciemność zwyciężyło
I radością napełniło.

Drzewa barwę odzyskują,
Liście złotem połyskują.

Człowiek z pieskiem spaceruje,
Pewnie ktoś śniadanie szykuje.

ludzie śpieszą się do pracy,
Bo z nadzieją jest inaczej.

Pociąg pędzi po torach,
To nie ten dzień co wczoraj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz